DZIŚ

dodaj wiadomość | newsletter | kontakt

Ewelina Kycia. W Greenpeace znalazłam drugą rodzinę

Staram się tak żyć, żeby nigdy nie mieć do siebie pretensji ani żalu, że czegoś nie zrobiłam. Mamy jeszcze Puszczę Białowieską, więc cieszę się, że coś robię, żebyśmy ją nadal mieli, a nie tylko narzekam: „Jak oni rżną tę Puszczę, to straszne”. O ekologii, wolontariacie, akcjach Greenpeace opowiada Ewelina Kycia, koordynatorka wolontariatu w Fundacji Greenpeace Polska.

Małgorzata Łojkowska: – Jak trafiłaś do Greenpeace?

Ewelina Kycia: – Dołączyłam do Greenpeace prawie dziesięć lat temu, miałam wtedy 16 lat. Ja pochodzę z rodziny bardzo wrażliwych ludzi. Moi rodzice byli artystami, ojciec był muzykiem, mama artystką plastyczką, konserwatorką zabytków. Tata umarł dawno temu, mama wychowywała mnie sama. Moja mama ma bardzo wrażliwą naturę. Mam taki przebłysk wspomnień, kiedy zaczynały się protesty nad Doliną Rospudy w 2007 roku, siedzę w pokoju, odrabiam lekcje, a mama woła mnie z drugiego pokoju: „Ewelina! Greenpeace, Greenpeace jest w telewizji!”.

Nie wiem, czy widziałaś te obrazy. Po jednej stronie obrońcy przyrody, organizacje, osoby prywatne – bo wiele osób broniło tego lasu, przed nimi, po drugiej, szeregi policji. To zrobiło na mnie duże wrażenie. Wydało mi się to dość heroiczne – spać w lesie, w środku zimy. Bardzo mnie poruszyło, że można coś takiego zrobić dla przyrody. Teraz z tymi ludźmi pracuję.

Ile miałaś wtedy lat?

Kończyłam gimnazjum, a w pierwszej liceum już byłam w Greenpeace, Ale jeszcze zanim dołączyłam do Greenpeace, wolontariat już był dla mnie czymś oczywistym – w gimnazjum zbierałam pieniądze z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, na początku liceum odrabiałam lekcje z dzieciakami w świetlicy środowiskowej.

Ludzi z Greenpeace spotkałam po raz pierwszy podczas Ogólnopolskiego Forum Inicjatyw Pozarządowych – obsługiwałam tam stoiska w ramach wolontariatu szkolnego. Stanęłam przed nimi taka młoda, zielona i powiedziałam, że bardzo chciałabym z nimi działać. Odezwali się po trzech miesiącach, powiedzieli, że zakładają grupę lokalną w Warszawie. Tak to się wszystko zaczęło, a od półtora roku pracuję w Greenpeace na stałe.

Przyroda już wtedy była dla ciebie ważna?

Bardzo. Moja mama kocha przyrodę. Ma teraz dom w Józefowie, ma ogród i tym żyje. Pamiętam wakacje na Bugiem, zabierała mnie do lasu, chodziłyśmy na długie spacery, oglądałyśmy drzewa. Nauczyła mnie uważności, pokazała mi wyjątkowość przyrody. Nasz dom był pełen roślin. Przychodziły sąsiadki i mówiły: „Alicja, ratuj moje kwiaty, bo mi padają” i moja mama miała do tego świetną rękę.

Co robiłaś w Greenpeace jako wolontariuszka?

Nie byłam pełnoletnia, więc nie mogłam robić wiele. Brałam udział w happeningach, pakowałam i zaklejałam koperty z listami do posłów i posłanek, często też malowałam banery. Robiliśmy to na squatach, bo transparenty miały po 20 metrów długości. Brało się farbę, wylewało i malowało się wałkami.

Brałam też udział w różnych researchach. Kiedy dołączyłam do Greenpeace, trwała właśnie kampania „Morza i oceany”. W ramach tej kampanii chcieliśmy doprowadzić do założenia pierwszego w Polsce morskiego rezerwatu przyrody przy Kępie Redłowskiej, oraz wyeliminować sprzedaż zagrożonych gatunków ze sklepów. Chodziłam po sklepach i sprawdzałam, czy są tam sprzedawane. Z czasem ta kampania osiągnęła taki sukces, że hipermarkety same zaczęły nas pytać, czy produkty, które chcą sprowadzić, są na liście zagrożonych gatunków, czy nie.

Naprawdę?

Nikt nie chce, aby jego sieć sklepów była kojarzona z degradacją środowiska. Pamiętam akcję przeciwko jednej sieci sklepów, która wciąż sprzedawała zagrożone gatunki. Współpracowaliśmy z agencją kreatywną, która zaproponowała, że za darmo nakręci dla nas filmy. Zorganizowaliśmy z nią całodzienny streaming na YouTube o tym, jak Ryba Walcząca – czyli ja, w dmuchanym stroju ryby, porwałam pracownika tej sieci – którym był inny wolontariusz. Ten wolontariusz siedział w wielkim szklanym akwarium, był w garniturze, pod spodem miał piankę do nurkowania. Mówiłam, że dopóki sklep nie zmieni swojej polityki, to go nie wypuszczę. Im więcej natomiast otrzymywaliśmy „reakcji” na FB – lajków i komentarzy – tym bardziej z akwarium ubywało wody. To było dość zabawne.

Jesteś kulą powietrza, w akwarium cały dzień siedzi w wodzie twój kolega, a wszystko to robicie dlatego, że oboje wierzycie, że coś może się zmienić.

Nie bałaś się chodzić po sklepach i robić zdjęcia?

Pewnie, że się bałam. Wrzucaliśmy też czasem ulotki do zamrażarek: „Zagrożony gatunek, nie kupuj” i wybiegaliśmy. Czasem wyrzucała nas ochrona.

Akcja w Ministerstwie Środowiska. Pewnego dnia na dachu pojawili się aktywiści Greenpeace, a wszystkie okna zostały zasłonięte wielkim banerem. Jak to zrobiliście?

Nie mogę ci powiedzieć. Kilka razy już tam byliśmy i tylko dlatego to robimy, że nikt tego nie wie. Pierwsza akcja w Ministerstwie Środowiska wiązała się z Puszcza Białowieską i to była pierwsza moja akcja w życiu. Weszliśmy na dach z banerem „I love Puszcza” i powiedzieliśmy, że nie zejdziemy, dopóki nie otrzymamy wyraźnej deklaracji, że wycinka się zmniejszy (zob.: Siedzą „na głowie ministra”).

Fot. Greenpeace Polska

To było duże logistyczne wyzwanie, żeby ludzie wytrzymali na dachu trzy dni. Było bardzo gorąco, paliło słońce, ten dach był z papy, parzył, nie można tam było usiąść ani się położyć. Dwa tygodnie wcześniej skończyłam 18 lat i i to była moja pierwsza akcja w życiu.

A pod ministerstwem w pobliskim parku zorganizowaliśmy obóz (zob.: Zielone Miasteczko Greenpeace pod Ministerstwem Środowiska). Spałam w środku miasta, na trawniku i w środku miasta patrzyłam na gwiazdy. Przytrafiały nam się też różne zabawne sytuacje. Jeden starszy pan przyniósł nam mapkę toitoi-ów w okolicy. Powiedział, że to jego tajna mapa, którą sam sobie stworzył, ale teraz nam ją odda, bo jest nam bardziej potrzebna – to był naprawdę bardzo miły gest.

Dlaczego ludzie dołączają do Greenpeace?

Myślę, że każdy dołącza z innego powodu. Dla mnie ważne były wszystkie wartości związane z działaniami w Greenpeace, ale też szukałam ludzi podobnych do mnie. Kochałam przyrodę, od dziecka byłam wegetarianką. W Greenpeace znalazłam drugą rodzinę. Jesteśmy bardzo ze sobą zżyci – przez to, co robimy.

Nie wszystkim organizacjom udaje się tak skutecznie, jak wam, budować wolontariat.

Greenpeace ma 40 lat doświadczenia, uczymy się od ludzi z całego świata. W Polsce działamy już ponad 14 lat. Zaczęło się od doliny Rospudy i większość osób, które dołączyły wtedy, jest w Greenpeace do dziś. Ale jest też duża rotacja. Wolontariat w naszej organizacji może być bardzo różny – wszystko zależy od tego, jak bardzo chcesz się zaangażować, ile swojego czasu chcesz poświęcić, oraz co chcesz robić.

Jest wiele możliwości rozwoju, bo prowadzimy nie tylko działania lokalne, ale też ogólnopolskie i międzynarodowe. Ludzie jeżdżą na staże do innych krajów. Można rozwinąć wiele umiejętności – bo organizacja potrzebuje i fotografów, i informatyków, i PR-owców. Uczymy wolontariuszy współpracy, komunikacji, kierowania zespołem, mamy szkolenia techniczne. Jak ktoś chce być u nas wspinaczem, może zostać wspinaczem, jak ktoś chce pływać na łódkach, to mamy sekcję motorowodną, a jeżeli interesują go wystąpienia publiczne, to też może się tego z nami nauczyć.

Po co jest sekcja motorowodna?

Czasem bierzemy udział w działaniach, podczas których potrzebne są umiejętności motorowodne. Jedna z moich pierwszych akcji była na wodzie – kiedy zabiegaliśmy o założenie na Kępie Redłowskiej morskiego rezerwatu przyrody. W trakcie tego działania robiliśmy zdjęcia baneru na wodzie. Mieliśmy dziennikarzy na łódce, a moim zadaniem było dopilnować, aby bezpiecznie dotarli na miejsce i do brzegu.

Fot. Greenpeace Polska

W Greenpeace każdy może znaleźć coś dla siebie. Oprócz tego, że pływamy i się wspinamy, organizujemy też fantastyczne rzeczy lokalnie. Nasza grupa w Trójmieście aktywnie angażuje się w ruch LoveLasy, w ramach którego zabiega o ochronę trójmiejskiego parku krajobrazowego. Wolontariusze i wolontariuszki z Wrocławia angażują się w działania dotyczące etycznej mody i świadomych wyborów konsumenckich. A grupa w Warszawie w zeszłym roku aktywnie uczestniczyła w organizacji marszu dla Puszczy, który okazał się największym dotychczas marszem w obronie polskiej przyrody, gromadząc blisko pięć tysięcy osób.

Oprócz tego organizujemy pokazy filmów, wykłady, bierzemy udział w debatach i organizujemy zajęcia w szkołach. Tak więc cokolwiek Cię interesuje – możesz się rozwijać i spełniać w Greenpeace.

Jak sobie radzisz ze stresem w trakcie takich akcji, jak ta na dachu, czy na morzu?

Dla mnie najważniejsi są ludzie, więc najbardziej przeżywam sytuacje z nimi związane. Najtrudniejszą dla mnie akcją w Greenpeace była akcja „1 z 30”, choć wcale nie brałam w niej udziału. Kilka lat temu 30 osób z całego świata popłynęło na Morze Barentsa, żeby protestować przeciwko wydobyciu ropy w Arktyce. Zatrzymały ich rosyjskie służby. Na pokładzie statku był między innymi nasz kolega, Tomek Dziemiańczuk. Tomek wyszedł z aresztu po ponad dwóch miesiącach. Zanim to się stało, robiliśmy wszystko, żeby oni zostali wypuszczeni.

Jak wygląda praca koordynatorki wolontariatu w Greenpeace?

Różnie. Czasem mam osiem godzinnych spotkań i każde jest na inny temat. Najpierw rozmawiam o udziale wolontariuszy w kampanii smogowej, potem o strategii rozwoju sieci, potem, jak powinna wyglądać komunikacja pomiędzy jednym działem a drugim.

Wciąż zajmuję się szkoleniem koordynatorów lokalnych, żeby dać im duży pakiet umiejętności – uczę ich, jak być dobrą koordynatorką, jak rekrutować ludzi, żeby ta rekrutacja nie była jałowa, żeby zgłaszali się do nas ludzie, których szukamy.

To, co mnie bardzo kręci, to promocja wolontariatu – jako idei, nie tylko w Greenpeace.

Co takiego świetnego jest wolontariacie?

Możesz robić rzeczy, których nigdy nie zrobiłabyś sama. Wolontariat daje ogromną możliwość dokonywania zmian. Dla mnie bardzo ważnym dowodem na to, była kampania związana z budową kopalni węgla brunatnego na terenie gmin Gubin i Brody w zachodniej Polsce. Prowadziliśmy tam wiele działań zwieńczonych wydarzeniem „Łańcuch Ludzi Stop Odkrywce”.

Podczas tej akcji po obu stronach granicy polsko-niemieckiej protestowało siedem i pół tysiąca osób – mieszkańcy zagrożonych odkrywką miejscowości i solidaryzujące się z nimi osoby z Polski, Niemiec i kilkunastu innych krajów. Protestowaliśmy, bo powstanie kopalni oznaczałoby wysiedlenie nawet trzy tysięcy osób, zniszczenie aż piętnastu miejscowości i całkowite zniszczenie lasów i pól uprawnych oraz zaburzenie stosunków wodnych w tym regionie.

Poznaliśmy ludzi, którzy żyli na terenach zagrożonych wysiedleniem, rozmawialiśmy z osobami, które na co dzień żyją w pobliżu odkrywek. Opowiadali nam o tym, jak strasznym powietrzem oddychają, jak ich dzieci przewlekle chorują na choroby układu oddechowego, jak nie mogą wietrzyć w domach, a ich okna kilka dni po umyciu pokrywa warstwa pyłu blokująca dopływ światła. Stojąc wtedy w pięciokilometrowym łańcuchu ludzi, byłam naprawdę szczęśliwa. Ale najważniejsze było to, że plany budowy kopalni zostały wstrzymane, między innymi dzięki naszym protestom.

Działanie w wolontariacie pozwala wprowadzać zmiany, które normalnie wydają się nieosiągalne. Ja w ogóle staram się tak żyć, żeby nigdy nie mieć do siebie pretensji, ani żalu, że czegoś nie zrobiłam. Robię co się da, póki mogę. Mamy jeszcze Puszczę Białowieską, więc cieszę się, że coś robię, żebyśmy ją nadal mieli, a nie tylko narzekam: „Jak oni rżną tę Puszczę, to straszne”.

 

 Ewelina Kycia: koordynatorka wolontariatu w Fundacji Greenpeace Polska, wolontariuszka, trenerka. Miała zostać wybitną pianistka, ale uznała, że bardziej widzi siebie w  III sektorze. Studiowała ochronę środowiska na Politechnice Warszawskiej, nie odziedziczyła po mamie ręki do kwiatów. Uwielbia jeździć pociągami i chodzić po Warszawie. W wolnym czasie maluje bannery, udziela się i zachwyca małymi rzeczami. Bardzo często się śmieje.


Poznaj ludzi sektora pozarządowego, dowiedz się, kto jest kim w NGO. Odwiedź serwis ludziesektora.ngo.pl.

Informacja własna portalu ngo.pl

organizator: Fundacja Greenpeace Polska
adres: Altowa 4, 02-386 Warszawa-Ochota, woj. mazowieckie
źródło: inf. własna ngo.pl
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.


:) - 2018-04-20, 17:17
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.